Felieton: Słychać czy nie słychać? A może słuchać?

Jacek Pelc.

Na początek oklepany dowcip: basista mówi do perkusisty: „Ty, co ty tam grasz? Głuchy jesteś?” Na to perkusista: „Sam jesteś GŁUPI!”

Sygnały o tym, że warto słuchać dobrej muzyki, napływają zewsząd. Jeśli założymy, że już wiemy, jaka muzyka jest dla nas dobra, to możemy po jej zdobyciu przystąpić do słuchania. Jeśli zajmujemy stanowisko perkusisty, to być może pojawi się pytanie: jak słuchać z maksymalnym pożytkiem dla samego siebie? Jakie elementy w muzyce są najistotniejsze? Rytm? Bass? Melodia? Akordy? Dynamika? Artykulacja? Aranżacja? Forma? Ileż jeszcze? Czy jesteśmy w stanie ogarnąć te wszystkie rzeczy naraz? Tak, ale ta umiejętność wymaga minimum wiedzy i maksimum systematycznego treningu – według powiedzenia: „trening czyni mistrza”.

Jeden z perkusistów światowego formatu powiedział, że to, co dochodzi do uszu perkusisty na estradzie, może stanowić dla niego całą masę informacji. Właśnie – może stanowić, ale nie musi! Dlaczego? Bo człowiek może przyjąć każdą informację, jeśli jest ona dla niego zrozumiała. Osoba nieznająca języka tureckiego niewiele zrozumie z komunikatów po turecku, zwłaszcza jeśli są to komunikaty skomplikowane. Człowiek nieznający podstaw muzyki niewiele zrozumie z komunikatów dźwiękowych wypuszczanych w jego stronę przez muzyków z zespołu.

Czy można się nauczyć liter alfabetu, potem konstrukcji słów, następnie zdań, po czym konstrukcji opowieści? Można. Tak samo można nauczyć się podstaw muzyki, która składa się z konkretnych elementów składowych – od małych do dużych. Tak jak uczymy się stawiać pierwsze niepewne kroki, potem chodzimy, następnie próbujemy pokonać schody, a w konsekwencji sprawnie biegamy i przeskakujemy przeszkody – tak też uczymy się gry na instrumencie: tu też trzeba opanować kolejne etapy. W obu tych przypadkach początkowe jąkanie się, jak również wywrotki na prostej zastępuje z czasem płynna akcja w mowie, piśmie czy podskokach i bieganiu.

Wracając do początku: nie uczmy się wszystkiego naraz. Opanujmy jeden prosty utwór – zacznijmy od melodii. Jeśli umiemy ją prawidłowo zaśpiewać, to znaczy, że ją znamy. Więc zaśpiewajmy ją grając jednocześnie rytm na bębnach. Potem poznajmy akompaniament, ale po kolei: linię basu, następnie to co gra klawiszowiec lub gitarzysta. Kolejnym elementem jest forma: np. zwrotka / refren lub części utworu instrumentalnego. Jeśli solidnie opanujemy wyżej wymienione rzeczy, to możemy powiedzieć, że wykonaliśmy dobrą robotę na dobry początek.

Pozwolę sobie na podsumowanie: dobry perkusista to taki perkusista, któremu granie na bębnach nie przeszkadza w jednoczesnym uważnym słuchaniu tego wszystkiego, co naokoło niego grają koledzy w zespole.

Wszystkim zainteresowanym życzę wielkiego BUM!

tekst pochodzi ze wstępniaka w TopDrummerze – październik/listopad 2008

Tagi: