Grzegorz Daroń: Muzyka, bębny, film i przygoda

Grzegorz Daroń jest żywym zaprzeczeniem obiegowych poglądów o muzycznych ograniczeniach „walących w kotły i bębny” perkusistów. Jako perkusista dobrze czuje się w szerokim zakresie stylistycznym, którego granice wyznaczają jazz i fusion z jednej, a funk i rock z drugiej strony. Umiejętności potrzebne do zaspokojenia tego spektrum są na tyle duże, że Juras (taką ksywkę nadali mu najbliżsi przyjaciele) znakomicie i bez problemu funkcjonuje również w muzyce pop. Od kilku lat blisko współpracuje z Justyną Steczkowską.

Foto: Kalina Sadowska

Grzegorz Daroń jest członkiem-założycielem Polskiej Akademii Filmowej. W roku 2000 nominowany do nagrody TALENT ROKU, jest kompozytorem muzyki do wielu filmów fabularnych, dokumentalnych, seriali i programów telewizyjnych, przedstawień teatralnych i komercyjnych, autorem piosenek i producentem płyt. Jest twórcą m.in. sygnału Teraz Polska, sygnału Bydgoskiego Festiwalu Operowego, a także sygnału Mistrza Twardowskiego rozbrzmiewającego dwa razy dziennie na bydgoskim Starym Rynku.

Styl jego grania na bębnach zawsze budził moją sympatię – jest czujne, elastyczne, świetnie brzmiące, dynamiczne i dobrze osadzone w czasie.

Wprawne ucho bez trudu wyłowi w nim wszelkie subtelności właściwe zawodowcom wysokiej klasy – ghost note’y, mocne, grane z lekkim „tyłem” back beaty, dobrze wypunktowane dźwięki stopki, ze smakiem stosowane werblowe rudimenty i ozdobniki na hi-hacie i blaszkach. Jednocześnie nie jest to zbyt ekspansywne granie typu „sportowego”, co powoduje, że faktura bębnów Grześka jest bardzo dobrze wpasowana w brzmienie całej muzyki, dla której stanowi mocne wsparcie.

Okazuje się, że ten sposób grania jest nierozerwalnie związany ze sposobem podejścia Daronia do bębnów i muzyki w ogóle. Oto co o swoich początkach mówi sam zainteresowany:

Moja przygoda z muzyką od samego początku przebiegała dwutorowo. Z jednej strony fascynowało mnie tworzenie własnych melodii i harmonii na pianinie, zanim jeszcze rozpocząłem naukę w pierwszej klasie muzycznej podstawówki z drugiej strony podobała mi się perkusja, która była dla mnie w młodości instrumentem budzącym znacznie większy respekt niż klarnet lub skrzypce. Kiedy w czwartej klasie przyszedł czas na wybór instrumentu dodatkowego, nie był kłopotu z decyzją. Jak to w szkole muzycznej, przebrnąłem przez repertuar klasyczny zarówno na fortepianie jak i ksylofonie, wibrafonie, kotłach, werbelku i tzw. spółdzielni.

fot. Kalina Sadowska

Muzyka od jazzu przez rock do metalu jest najczęściej najsmakowitszym, bo zakazanym owocem w murach szkolnych. Uczniowie podejmujący próby grania w tych stylach narażeni są na poważne konsekwencje. Całe szczęście, że życie wyrównuje te komplikacje i nagradza niepokornych, a wybitnych adeptów podwójnie. Czy nasz „establishment” od edukacji kiedyś to zrozumie? Zobaczymy, a tymczasem przeczytajmy, jak to przeżył Grzegorz Daroń:

Ubolewam nad tym, że nasz system edukacyjny nie bierze pod uwagę nauki żadnej innej muzyki poza klasyczną. Tak jakby poza muzyką poważną nie istniał ani rock ani jazz. Przez lata u uczniów nie wykraczających poza wiadomości szkolne owocowało to brakiem znajomości w praktyce takich rzeczy jak synkopa czy improwizacja. Na szczęście za sprawą tworzenia się nowych wydziałów i prywatnych szkół mających za cel pokazanie szerszego spektrum muzyki, sytuacja się poprawia. Cieszy mnie bardzo, że w moim mieście, w Bydgoszczy, o tak wspaniałych tradycjach bębniarskich, w którym, to jak mówi mój przyjaciel, już dawno powinien być skwer perkusistów, taki wydział również powstał.”

O instrumentarium pokrótce…

Moim pierwszym zestawem był Polmuz, na którym na owe czasy frajda z grania była niewspółmiernie duża w stosunku do brzmienia i jakości wykonania. Później, jak większość perkusistów–rówieśników, wszedłem w posiadanie dużego zestawu Amati. Za pieniądze z jego sprzedaży kupiłem sobie stopę DW, którą podłączyłem do bębnów Remo. Aktualnie używam zestawu marki Sonor Delite.”

O historii fascynacji muzycznych i prawdziwie kuriozalnych sytuacjach szkolnych
„W czasach PRL-u muzyka docierała do nas za pośrednictwem Radia Luxemburg, poprzez Trójkę, gdzie pierwszy raz usłyszałem The POLICE, oraz kasety, które przywoził z RFN-u ojciec mojego przyjaciela, Tomka Pacanowskiego. Mieliśmy wówczas okazję słuchać muzyki niedostępnej w naszych sklepach. Rodziły się w nas fascynacje takimi zespołami jak YELLOW JACKETS, SPYRO GYRA, WEATHER REPORT, MAHAVISHNU ORCHESTRA, Zappą, Hancockiem, Coreą czy Patem Metheny’m. Największe jednak wrażenie zrobił na mnie koncert STRING CONNECTION w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Myślę, że był to dzień, w którym upewniłem się co do kierunku, w którym chciałbym podążać. Zachłysnąłem się wolnością, jaką daje muzyka jazzowa. Improwizacje, swoboda harmoniczna pozbawiona krępacji „według Sikorskiego”, wspólne, czujne i świadome tworzenie muzyki na gorąco przy jednoczesnym porządku formalnym i pięknych tematach nie pozostawiały wątpliwości co do oderwania się nieco od szkolnego programu. Nie chciałbym tu narzekać na szkołę, ponieważ spotkałem tam nauczycieli i kolegów, od których wiele się nauczyłem. Żałuję jednak, że byliśmy gonieni za próby grania muzyki rozrywkowej. Pamiętam, jak jeden z nauczycieli zagroził nam nawet wyrzuceniem ze szkoły. Nakrył nas z Krzysiem Herdzinem, z którym miałem okazję chodzić do klasy, na graniu Beatlesów. Było to w klasie perkusyjnej, a Krzysia dodatkowo przyłapano na graniu na bębnach. Skończyło się zakazem wstępu do naszej sali muzyków z innych sekcji.”

Treść powyższego akapitu aż się prosi o refleksję. To, że szkoła w tak sztywny sposób postępuje z wybitnie uzdolnionymi uczniami, szkodzi samej szkole. Szkodę wyrządzają sobie i szkole najbardziej „betonowi” nauczyciele i urzędnicy. Dlaczego? Ponieważ tacy absolwenci, których belfrowie gnębili w murach szkolnych za posiadany talent (!) bardzo łatwo zrywają więzi ze szkołą, chętnie i szybko o niej zapominają. Dochodzi do paradoksów, że jazzman lub rockman – absolwent szkół muzycznych wszystkich stopni, opowiada w swoim życiorysie, że jest… samoukiem. I tu kłania się następny element na drodze ucieczki od szarej szkolnej rzeczywistości: edukacja pozaszkolna.
„Ważnym elementem w moim życiu były coroczne wizyty na Warsztatach Jazzowych w Chodzieży, do których zachęcił mnie kolejny wybitny muzyk z mojej klasy – Marcin Jahr. Mieliśmy tam okazję poznać wielu wspaniałych pedagogów, instrumentalistów, aranżerów, teoretyków i ludzi, którzy dzielili z nami wspólną pasję. Trafiłem wówczas do klasy Jacka Pelca, a naszym zespołem opiekował się Jarek Śmietana. Chwile tam spędzone wspominam z przyjemnym dreszczykiem, a pierwsze kroki na jam sessions są niezapomniane.”

Ubolewam nad tym, że nasz system edukacyjny nie bierze pod uwagę nauki żadnej innej muzyki poza klasyczną. Tak jakby poza muzyką poważną nie istniał ani rock ani jazz. Przez lata u uczniów nie wykraczających poza wiadomości szkolne owocowało to brakiem znajomości w praktyce takich rzeczy jak synkopa czy improwizacja.”

Pierwsze samodzielne poczynania i sukcesy estradowe
„Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych utworzyliśmy z grupą przyjaciół jazzrockowy zespół West, z którym dwa lata później zdobyliśmy I miejsce na festiwalu Jazz Juniors w Krakowie. Dodało nam to skrzydeł, pozwoliło na sprawdzenie się na koncertach w Polsce i za granicą oraz nagranie pierwszego materiału na płytę w profesjonalnym studio. Początkowo grałem w zespole na instrumentach klawiszowych i, mając u boku wspaniałych muzyków, miałem szansę rozwinąć warsztat kompozytorski. Koledzy łapali w lot nawet trzy kompozycje na pamięć na jednej próbie, a nie były to łatwe piosenki. Krótko po tym, jak dołączył do nas Krzysiu Herdzin, zacząłem grać w zespole na bębnach.”

fot. Marta Pawłowska

Uwaga na wypadki przy pracy
„Na jednym z koncertów w bydgoskim klubie Beanus miało miejsce wesołe zdarzenie. Wyglądało to śmieszniej z perspektywy moich kolegów niż mojej. Otóż tylna ściana sceny była kotarą odgradzającą estradę od pomieszczenia do prób, którego podłoga była jakieś pół metra niżej. W pewnym momencie w środku utworu niespodziewanie zamilkły bębny. Zdziwieni towarzysze stwierdzili brak perkusisty. Ja tymczasem, całkowicie zasłonięty kotarą, zbierałem się z podłogi sąsiedniego pomieszczenia, razem ze stołkiem, którego nóżka zsunęła się ze sceny.”

Absolwent AM, człowiek renesansu, globetrotter i bardzo beztroski plażowicz w bardzo poważnych okolicznościach…
„Po skończeniu Akademii Muzycznej w Bydgoszczy rozpocząłem pracę m.in. z Karolem Szymanowskim, grupą Air Force One i Andrzejem Przybielskim, dostałem propozycję napisania muzyki do musicalu „Za grzechy swoje dorośniesz” i aranżacji symfonicznego koncertu „Dwa Światy” z udziałem m.in. zespołów BAJM, IRA, ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY i KOBRANOCKA. Rozpocząłem również pracę jako nauczyciel w Pałacu Młodzieży. Jakiś rok później otrzymałem propozycję dołączenia do statkowego showbandu na Karaibach, gdzie grali już od miesiąca moi koledzy – Wiesiu Mekka i Andrzej Sobczyński. Choć był to mój jedyny tego typu kontrakt, to warto o nim wspomnieć, bo oczywiście nie obyło się bez przygód. Na wyspie ST Martin, tuż przed moimi urodzinami postanowiliśmy z kolegą basistą zaopatrzyć się w większą ilość napojów. Siatki były ciężkie, a sklep na tyle daleko, że kiedy dotarliśmy do brzegu, zobaczyliśmy jak nasza jednostka macierzysta wyciąga kotwicę i rusza. Nie daliśmy za wygraną. Odnaleźliśmy szybko właściciela zaparkowanego na plaży pontonu z wielkim silnikiem i udaliśmy się w pościg. Dogoniliśmy nasz statek, ten się jednak nie zatrzymał. Do dziś nie wiemy, dlaczego. Pasażerowie pomachali wesoło (mamy nawet parę fotek), a nasz showband bez sekcji rytmicznej odpłynął w kierunku wysp Bahama. Zostaliśmy na wyspie bez paszportów, pieniędzy, ubrań na zmianę i jedzenia, za to z dużą ilością napojów, niekoniecznie gaszących pragnienie. Wrócić udało nam się po tygodniu z międzylądowaniami w Puerto Rico, Miami i na Kajmanach. Można sobie wyobrazić, w jakie osłupienie wprawialiśmy oficerów amerykańskiego Emigrations, kiedy przyglądali się dwóm nieogolonym obywatelom z Europy Wschodniej w krótkich spodenkach bez bagaży (jedynie torby foliowe) i dokumentów, przekonujących ich, że tu pracują.
Patrząc od strony zawodowej była to znakomita szkoła czytania nut i wspaniała okazja do osłuchania się z muzyką latynoską.”

Pamiętam jak jeden z nauczycieli zagroził nam nawet wyrzuceniem ze szkoły. Nakrył nas z Krzysiem Herdzinem, z którym miałem okazję chodzić do klasy, na graniu Beatlesów. Było to w klasie perkusyjnej, a Krzysia dodatkowo przyłapano na graniu na bębnach. Skończyło się zakazem wstępu do naszej sali muzyków z innych sekcji.”

Jako kompozytor muzyki filmowej Grzesiek również zdążył przeżyć niejedno. Poniżej opowiada o swoim zderzeniu z… bardzo oryginalnym chińskim perkusistą.
„Komponowanie muzyki do filmu od zawsze było moim marzeniem. Wystartowałem w konkursie na napisanie muzyki do filmu „Młode Wilki ½”. Moja propozycja spodobała się najbardziej i od tego czasu otrzymuję różne oferty na skomponowanie muzyki do filmów, teatrów i seriali. Zwykle wykonuję partie fortepianowe, a resztę powierzam orkiestrze. Czasem jednak trzeba zadyrygować lub nagrać partię bębnów tak, jak to miało miejsce podczas sesji nagraniowej w Chinach. Nagrywaliśmy tam muzykę do filmu Jacka Bromskiego „Kochankowie Roku Tygrysa”. Orkiestrę i solistów mieliśmy z najwyższej półki (w końcu jest w czym wybierać), niestety, perkusista nie trafił się nam najlepszy. Po przywitaniu rozłożył się wygodnie na kanapie. Jego wszystkie instrumenty wniosło i rozstawiło dwóch technicznych, a on – jak się okazało – nie miał nawet poczucia rytmu. Poza tym, ponieważ sesja z solistami trwała długo, a perkusję zostawiłem sobie na koniec, kolega usnął, chrapiąc przy tym głośno. Nie nagrawszy ani jednego dźwięku, wpadł na drugi dzień i poprosił o podwójną stawkę, ze względu na trudne warunki pracy. Jednym słowem – nie znasz dnia ani godziny, kiedy przyjdzie ci coś zagrać na bębnach.

  • Wybrana filmografia

2003-2009

NA WSPÓLNEJ TVN (serial telewizyjny)

2009

DRZAZGI reż. Maciej Pieprzyca (film fabularny)

WASHING DAY reż. Michał Dąbal (film fabularny)

2008

SHOW RODZINNY reż. Maciej Pieprzyca (teatr telewizji)

OD CZASU DO CZASU reż. Zdzisław Derebecki teatr

2007

JA WAM POKAŻĘ reż. Denis Delic (serial telewizyjny)

2006

MAGDA M reż. Maciej Dejczer (serial telewizyjny)

KOMU WIERZYCIE reż. Maciej Pieprzyca (teatr telewizji)

MY BABY reż. Łukasz Wylężałek (film)

PĘTLA reż. Maciej Majchrzak (film)

MIASTO UCIECZKI reż. Wojtek Kasperski (film)

2005

W WODNYM ŚWIECIE reż. Krystyna Masalska (film animowany)

PADNIJ reż. Maciej Pieprzyca (teatr telewizij)

LEGENDA reż. Mariusz Pujszo

KOCHANKOWIE ROKU TYGRYSA reż. Jacek Bromski 2004

BITWA O ANGLIĘ reż. Radosław Dunaszewski (serial telewizyjny)

RODZINKA (serial telewizyjny)

SMUGA CIENIA reż. Maciej Majchrzak 2003

ODLOT reż. Ewa Świecińska

ZRÓBMY SOBIE WNUKA reż. Piotr Wereśniak

2001

GUMITYCY scen. Robert Górski (serial telewizyjny)

6 DNI STRUSIA reż. Jarek Żamojda

2000

PIERWSZY MILION reż. Waldemar Dziki (film i serial telewizyjny)

1999

FARRAGO reż. Lidia Amejko (teatr telewizji)

1998

MŁODE WILKI 1/2 reż. Jarek Żamojda

Praca przy filmie zdominowała moje działania muzyczne. Staram się jednak, w miarę możliwości, nie zaniedbywać perkusji. Obecnie gram w zespołach Justyny Steczkowskiej, Roy Bennet Group, Asocjacji Andrzeja Przybielskiego oraz The Ślub, z którym właśnie wydajemy trzeci krążek. Ta dwutorowość, o której mówiłem wcześniej, ma swoje dobre i złe strony. Pisanie rozbudowanych form do filmu, później instrumentacja i produkcja są czasochłonne i odbierają możliwość doskonalenia się na instrumencie w stopniu, w którym bym sobie życzył. Jestem pełen pokory w stosunku do mistrzów instrumentu i dystansu do prezentowanych umiejętności, ponieważ mam świadomość, jak ciężko trzeba pracować, aby osiągnąć zadowalający efekt. Jeśli ma się w gronie znajomych tak znakomitych perkusistów, poprzeczka wisi wysoko. Na szczęście muzyka to nie sport, a warsztat nie jest jedynym narzędziem do wyegzekwowania kreatywności. Siłę swojej gry upatruję w muzykach, z którymi mam okazję grać. Nie mówię tu o tzw. „wożeniu się”. Staram się zabezpieczyć wszystko, co perkusista w dobrym zespole zabezpieczyć powinien. Priorytetem jest jednak dla mnie słuchanie muzyków, akompaniament i sprawianie, by grało im się lepiej, tak by wykonywany utwór zyskał na wartości.”

  • Wybrana dyskografia

2009 THE ŚLUB BELLA PROVINCIA

2008 JUSTYNA STECZKOWSKA KOLĘDY

2007 ASOCJACJA ANDRZEJA PRZYBIELSKIEGO TRYPTYK HORYZONTALNY

2006 GRZEGORZ DAROŃ KOCHANKOWIE ROKU TYGRYSA

2005 JUSTYNA STECZKOWSKA FAMME FATALE

2003 ŚWIĘTA, ŚWIĘTA SKŁADANKA

ADA BIEDRZYŃSKA ADA – DEBIUT

2002 JAREK WEBER JAREK WEBER

2001 WOJTEK MROZEK RAKIJA

6 DNI STRUSIA

1992 WEST STREET GAMES

AIR FORCE ONE ALE TOWAR

1990 WEST COLOUR OF THE OCEAN

  • Instrumentarium

ZESTAW 1

Bębny

Sonor Delite Fusion II

Bass Drum – 20” × 19”

Tomy – 10” × 8”, 12” × 9”, 14” × 11”

Snare Drum Tama Starclassic Limited Edition 14” × 6”

Talerze

Zildjian Dark Ride 20”

Hi-hat Zildjian Top Beat 14”

Zildjian Dark Crash A 16”

Sabian HHX Crash 17”

Ufip Splash 8”

Wuhan Splash 10”

Sabian China 18”

Stopa Pearl Eliminator DFP

Statywy Sonor, Tama, Pearl (HH)

Słuchawki Sony MDR 7506

ZESTAW 2

Roland V Drums TD-20

Opracował Jacek Pelc. Tekst pochodzi z TopDrummera, nr 6/2009.