Strojenie bębnów – Piotr Biskupski

Tak naprawdę strój bębnów to element bodajże najbardziej wyróżniający na pierwszy rzut oka, a raczej ucha poszczególnych perkusistów. Drugim elementem jest oczywiście artykulacja – dopiero później dostrzeżemy technikę. Jak się spodziewam, większość perkusistów, zwłaszcza tych młodych – zaoponuje. Według nich to zapewne technika, zwłaszcza ta błyskotliwa, charakteryzuje grających najbardziej.

Sam fakt możliwości strojenia instrumentu perkusyjnego daje wykonawcy już na tym polu argumenty do bycia oryginalnym. Zastanówmy się… Fortepianu, basu ani gitary nie stroimy w sposób odmienny od ustalonego od wielu lat. Chyba że zamierzamy eksperymentować z brzmieniem i strojem. Oczywiście inaczej grają np. Scofield, Santana czy Frisel, ale to już zagadnienia dotyczące artykulacji, ponieważ to m.in. ona wyróżnia ich między sobą. Warto więc, mając możliwości „grzebania” w stroju instrumentu, z tego skorzystać. Czy istnieją jakieś sztywne zasady, których trzeba przestrzegać, aby bębny brzmiały? Hm… Może zacznę od tego, iż przy takiej ilości firm i modeli membran obecnych na naszym rynku muzycznym, doprawdy jest w czym wybierać. Informacją niezbyt pocieszającą jest to, iż membrany dosyć szybko się zużywają. W związku z tym trzeba dokonywać co jakiś czas ich wymiany. Membrana, tak jak struna np. w instrumentach smyczkowych czy szarpanych – wyciąga się. Musimy ją z czasem coraz bardziej napinać, a to – niestety – niweluje pierwotnie osiągnięty efekt stroju naszych bębnów.

Poza tym od pałek i szczotek gromadzą się na powierzchni nieusuwalne ślady i zabrudzenia, które coraz skuteczniej tłumią dźwięk. Wreszcie, w przypadku białych membran, powlekanych, wierzchnia warstwa „proszku” wybija się, przez co „skóry” zaczynają brzmieć coraz jaskrawiej i płasko. Membrany olejowe z kolei rozwarstwiają się, a ich pierwotne, okrągłe brzmienie zastępowane jest przez dziwny stukot. Nie ma co się oszukiwać. Nadszedł czas wymiany membran. Jak tego dokonać? Oto moja propozycja.

Wybór membrany
Polecam rozpakować membranę z folii bądź kartonika. Nie kupujcie „kota w worku”! Kładziemy obręczą na ladzie sklepowej i przypatrujemy się bokiem, czy pod obręczą nie tworzy się luka. Jeżeli jest wyraźna przerwa – poprośmy o następny egzemplarz. Występujących szczelin nie da się wyrównać wyginaniem metalowej obręczy.

Następnie przyjrzyjmy się „wtopieniu” membrany w obręcz. Zdarza się, iż pod lekkim naciskiem palca naciąg pęka. Taką sztukę też odkładamy.

Przykładając do ucha membranę trzymaną pionowo za obręcz, uderzamy lekko opuszkiem palca drugiej ręki w okolicach środka naciągu. Powinniśmy otrzymać mięsiste pełne brzmienie (niezależnie od wielkości naciągu). Głuchy dźwięk eliminuje naszą skórę z dalszej walki.

Zakładanie na korpus
Zakładamy membranę na korpus instrumentu. Na nią nakładamy obręcz (bez śrub). Równomiernie naciągamy obiema rękami rozmieszczonymi po przeciwległych stronach obręczy.

Przesuwamy się z tą czynnością o jedną śrubę zgodnie ze wskazówkami zegara. Wkręcamy śruby naprzeciwległe, następnie na krzyż prostopadle kolejną parę. itd. Śruby wkręcajmy palcami o tę samą ilość obrotów do pierwszego uczucia oporu. Dokręcać będziemy je kluczem według powyższych zaleceń. Chcąc skontrolować wysokość stroju przy każdej ze śrub, dotknijmy opuszkiem palca jednej ręki środek membrany. Drugą ręką, „uzbrojoną” w pałkę, uderzamy membranę przy kolejnych śrubach. Dokonujemy korekty wysokości dźwięku i możemy być usatysfakcjonowani swoim dziełem.

Wybór stroju
To zagadnienie stanowi prawdziwy dylemat wielu perkusistów. Nie odważę się podać generalnych zasad – zresztą, chyba ich po prostu nie ma. Podstawowym wyznacznikiem powinno być ucho. Bez jego kontroli nasze bębny przestaną być instrumentem, a staną się jedynie urządzeniem do opukiwania. Nie ma tu żadnej zasady mówiącej o odległościach interwałowych pomiędzy poszczególnymi bębnami. Niejednokrotnie słyszałem od perkusistów: „między stopką a werblem – oktawa”, „tomy co tercję” itp. Zapomnijcie!

Zasada, którą kieruje się przy strojeniu, jest następująca: najpierw zakładam i stroję w wyżej opisany sposób membrany spodnie – rezonansowe. Mam wyobrażenie melodii, jaką bębny mają mi „zaśpiewać”. To właśnie te membrany są odpowiedzialne za „gadanie” garów. Następnie, tłumiąc już nastrojoną błonę rezonansową, montuję właściwą membranę „uderzeniową”. Interwał, jaki zastosuję pomiędzy nimi, będzie charakteryzował brzmienie całego bębna. Jeżeli dół – rezonans będzie wyższy od naciągu górnego, a brzmienie będzie krótkie i suche. Gdy postąpimy odwrotnie – dół będzie jęczał i ciągnął długą smugą dźwiękową. W graniu akustycznym polecam równy wysokościowo naciąg dla obu membran.

Kolejna istotna sprawa. Jeżeli posiadane przez nas bębny są bardzo głębokie, to nie uzyskamy z nich akustycznie wysoko nastrojonych „jazzowych” tomów. Przy dobrym jakościowo instrumencie w sytuacji odwrotnej nawet płaskie korpusy będą w stanie przeciągle „zawyć”. Odległość między naciągami przy głębokim bębnie jest tak znaczna, że do wybrzmiewania obu membran tę górną trzeba mocniej zaatakować. To samo dotyczy rozmiarów korpusów po obwodzie. Przy określonej średnicy mamy określony zakres stroju instrumentu. Nie przeskoczymy tego zwłaszcza przy przestrajaniu w górę. Werbel – cóż, wszystko zależy od tego, jakim dysponujemy… Gdy jego korpus (ten drewniany) jest zbyt cienki – wspaniałych efektów raczej się nie spodziewajmy. Brzmienie werbli z metalowym korpusem zależy od produktów wykorzystanych przy konstrukcji – im stop metali szlachetniejszy, tym efekt będzie milszy dla ucha. Dla mnie najistotniejszym sprawdzianem jest jakość brzmienia werbla bez sprężyn. Jeśli przypomina on tom-tom, jest jak najbardziej OK. Jeśli brzmi bardziej jak kartonik do herbatników, to już gorzej…

Osobiście od zawsze używałem i używam obu naciągów na wszystkich bębnach. Stopę także preferuję „pełną”. Czas wreszcie na najistotniejszą informację. Strój swego instrumentu dostosowuję do każdego zespołu i muzyki oddzielnie. W każdej sali koncertowej przed koncertem dokonuję korekty stroju. Bywają miejsca, w których upierając się przy określonym stroju możemy się poważnie natrudzić, a i pozostałym muzykom będziemy jedynie zawadą, nie podporą. Polecam w tej materii wiele elastycznego podejścia oraz wytrwałości w poszukiwaniach własnego brzmienia. Wyrażam głębokie przekonanie, iż poruszony temat okaże się być forum dyskusyjnym, a nie prezentacją pewników i ograniczeń. Tak więc miłego eksperymentowania!

Piotr Biskupski