Wywiad z Cindy Blackman

Rozmawiał Jacek Pelc.

Koncert zespołu Cindy Blackman International Band miał miejsce w Sali Koncertowej Szkoły Muzycznej dnia 6 października. Perkusistce towarzyszyli: Zbigniew Jakóbek na syntezatorze, Krzysztof „Puma” Piaseczki na gitarze oraz Krzysztof Ścierański na basówce. Koncert tej artystki był, na podstawie tego, co o niej wiemy, spełnieniem oczekiwań. Cindy jest definitywnie jazzową perkusistką, grającą w sposób, który niektórzy nazywają „busy drumming”. Jest to granie gęsto naszpikowane wszelkiego rodzaju wtrętami. Jak to mawia nasz jazzowy tenorzysta Tomek Szukalski, Cindy lubi wykonywać na bębnach różne „psoty”. Nie dało się nie zauważyć daleko niekiedy idących podobieństw do niezapomnianego stylu Tony Williamsa.

Jacek Pelc, TD: Miło Cię powitać, zobaczyć i posłuchać w znakomitej formie na opolskim Festiwalu. Masz na koncie wiele wspaniałych osiągnięć w postaci sukcesów pod Twoją firmą, jak również pracy dla innych, często bardzo znanych nazwisk estradowych gwiazd. Opowiedz, proszę, o swoich początkach, inspiracjach, o tym, co zmotywowało cię do wyboru perkusji.

Cindy Blackman: Zaczęłam naprawdę bardzo młodo – na bębnach chciałam grać już w wieku 4-5 lat. Pierwszy dziecięcy set dostałam w prezencie w wieku ok. 7 lat, potem w wieku 11-12 lat dostałam set „studencki”, a pierwsze prawdziwie profesjonalne bębny dostałam w wieku lat 13. Zatem całe życie chciałam grać na bębnach i tak naprawdę nie bardzo wiem, skąd przyszła inspiracja. Gdy słuchałam muzyki lub kiedy widziałam zespoły grające na żywo, to zawsze moja uwaga skupiała się na perkusiście. Zawsze kochałam rytm, a sposób podejścia drummerów do instrumentu bardzo mi się podobał i to właśnie ukształtowało moje gusta oraz wpłynęło na życiową decyzję. Ponadto słuchałam różnych perkusistów w różnych kontekstach muzycznych, wszystko widziałam i słyszałam przez pryzmat perkusji.

Czy możesz wyróżnić szczególnie inspirujące Cię rodzaje muzyki oraz sposób, w jaki starałaś się rozwijać swoje zdolności i pasję?

Oczywiście, grałam na bębnach razem z nagraniami muzyki popularnej, soulowej czy rockowej, na przykład z nagraniami The BEATLES, Jamesa Browna, SLY & FAMILY STONE, TOWER OF POWER, EARTH, WIND & FIRE, i tym podobne. Aż któregoś dnia pewien perkusista i przyjaciel naszej rodziny powiedział mi: Hej, jeśli chcesz grać na bębnach, powinnaś posłuchać jak gra Max Roach – i pokazał mi rytmiczny patern Maxa na koordynację, a ja spytałam: A on tu robi CO? (śmiech). Max grał zupełnie inaczej i to „wywróciło mnie do góry nogami”. Po jakimś roku zaprzyjaźniony gitarzysta powiedział mi, że jeśli tak naprawdę, ale to naprawdę chcę być perkusistką, to powinnam posłuchać jednego drummera, po czym włączył mi płytę i wyszedł. Wrócił, kiedy nagranie się skończyło i zapytał: Co o tym sądzisz, Cindy? A ja powiedziałam, że to, co usłyszałam, jest naprawdę zadziwiające, niesamowite. A on na to, że perkusista, który to nagrywał miał 16 lat. Nie chciałam w to wierzyć, bo brzmiało to dla mnie tak, jakby facet od co najmniej 116 lat grał na bębnach. A potem dowiedziałam się, że właśnie usłyszałam 16-letniego Tony Williams`a z płyty z Milesem Davisem. Nie mogłam wprost w to uwierzyć, tym bardziej, że następnymi nagraniami były „Live In Europe” oraz „Four and More”. Od tej pory Tony przejął wszelkie wpływy, opowiadałam o nim wszystkim spotykanym ludziom, kolegom muzykom, cały czas o nim bez przerwy paplałam aż do momentu, gdy ktoś mi odpowiedział: Hej, ten gość, o którym wciąż tyle mówisz, będzie instruktorem na warsztatach. Więc ubłagałam moją matkę, żeby mi pójść na te warsztaty. To, co tam zobaczyłam, naprawdę ustawiło mnie na dobre w kierunku, w którym chciałam podążać jako perkusistka. Tony Williams wszystko miał niesamowite: rewelacyjny sound, genialna technika, świetna koncepcja, jego podejście do instrumentu, atak, w tym wszystkim momentalnie się zakochałam, spotkanie z nim było najbardziej ekscytującym przeżyciem jakie pamiętam – po prostu TONY.

Cindy, nie jestem pewien, czy przyjmiesz to jako komplement, ale w twoim graniu usłyszałem wiele elementów, które kojarzyły mi się z najlepszym Tony Williamsem: na przykład swiss triplets lub inne rudimenty w relacjach werbel – kotły – stopa. Tak się złożyło, że moje podejście do bębnów Tony również wywrócił do góry nogami – za sprawą podwójnego czarnego albumu grupy VSOP nagranego „live” w 1978 i bluesa Freddie Hubbarda pod tytułem „Birdlike”. Tam jest jego rewelacyjne solo. (Tu Cindy podłącza się pod moje słowa i razem śpiewamy temat „Birdlike” z charakterystycznymi breakami bębnów).

Tak, kocham to nagranie…

Powiedz Cindy o tym, co i jak ćwiczyłaś, szczególnie po spotkaniu z Tonym, po którym zapewne ćwiczyłaś dużo więcej niż przed.

No cóż, ja zawsze dużo ćwiczyłam na bębnach, ale spotkanie z Tonym rzeczywiście zmieniło wszystko, całą moją koncepcję… Sposób, w jaki Tony używał swojej techniki jednoznacznie podpowiedział mi, jak muszę się rozwijać, zmienił mój pogląd na słuchanie muzyki i bębnów w muzycznym świecie. Na przykład granie rudimentów naokoło zestawu znalazło się obok „muzycznego” grania naokoło zestawu. Oczywiście możesz to grać: paradiddles, flams, flammadiddles, swiss triplets, drags i tak dalej i brzmieć w sposób, który męczy i nudzi. A właśnie to, co kochałam u Tony`ego, to połączenie tego w muzyczną całość i zintegrowanie wiedzy tych wszystkich wielkich bębniarzy: Max, Elvin, Art. Blakey, Philly Joe, Roy Haynes, a nawet daleko sięgając wstecz Sid Catlett i Chick Webb, Kenny Clark, wszystkich tych wielkich perkusistów, których granie Tonu studiował. On zrobił z tego wielką muzykę. Dlatego, kiedy ćwiczę rudimenty – do przodu, do tyłu, mieszam je między sobą na wszelkie sposoby, ale też próbuję je grać jak najbardziej muzycznie.

Co powiedziałabyś na temat towarzyszącego ci dziś wieczorem zespołu? Jak grało ci się z polskimi muzykami?

Miałam z tego grania sporo przyjemności, oni byli bardzo dobrzy. Ten koncert był naszym pierwszym graniem, ale to świetni muzycy, reagują na bodźce, była między nami fajna interakcja, oni są bardzo czujni i słuchają się nawzajem. Wszystko wypadło świetnie.

Przyjemnie było posłuchać oryginalnego repertuaru, przygotowaliście się bardzo solidnie. Podaj nam, proszę, parę informacji o programie. Czyje kompozycje wykonaliście?

Zagraliśmy parę moich kompozycji, wykonaliśmy też utwór pianisty, jeden numer basisty, kompozycję gitarzysty, po czym zagraliśmy też utwór Johna Scofielda. Zagraliśmy także „Freedom Jazz Dance”. To było to. Zatem każdy mógł wnieść do zespołu swój indywidualny element i kolorystykę. Przygotowaliśmy cały set.

Cindy, jeśli pozwolisz, parę krótkich pytań. Jak zarobiłaś pierwsze pieniądze jako perkusistka? Pamiętasz to?

(Śmiech) Pierwsze pieniądze… Miałam 13 lat i dołączyłam do zespołu – to było funkowo-rockowe trio – gitara, bas i bębny, a gitarzysta dodatkowo śpiewał. Angaż załatwiła mi moja starsza o sześć lat siostra, która sama była wokalistką i znała wielu muzyków. Przedstawiła mnie gitarzyście, któremu spodobało się moje granie i zaangażował mnie. Tak zarobiłam moje pierwsze pieniądze. Graliśmy w klubach i na festiwalach. Oczywiście, nie grałam we wszystkich klubach, bo moja mama była osobą bardzo opiekuńczą, a ja była małą dziewczynką, zatem mogłam grać wyłącznie w klubach zaakceptowanych przez matkę. (śmiech).

Następne krótkie pytanie: Jakie nagrania zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?

Ile mogę zabrać?

Powiedzmy pięć.

OK. „Filles De Kilimanjaro” (Miles Davis), ścieżkę dźwiękową z filmu „Deadly Affair”, „Love Supreme” (John Coltrane), prawdopodobnie zabrałabym Miles Smiles, „Lady in Satin” (Billie Holiday)

TD: Świetna kolekcja…

…Ale wiesz, chyba wzięłabym sześć, jeśli można, albo nawet siedem… Wzięłabym „Back And Black” (AC/DC), potem wzięłabym prawdopodobnie Led Zeppelin „One”.

Jeszcze pytanie o twój pierwszy profesjonalny instrument. Jakiej był marki?

To były bębny Slingerland.

Na jakim instrumencie grasz obecnie?

Wyłącznie na bębnach Gretsch`a i to jest mój zdecydowany wybór, nie chcę grać na innym instrumencie. Używam talerzy K Zildjian, naciągów Remo oraz hardware`u DW. Pałki Zildjian model Cindy Blackman, z których jestem bardzo zadowolona, bo dzięki unikalnemu kształtowi nadają się do różnych rodzajów grania – zarówno ciężkiego jak i subtelnego w rodzaju jazzowej ballady. Perkusja, prawdopodobnie jak żaden inny instrument, wymaga od grającego bardzo ścisłej kontroli własnych emocji. Stąd niektórzy drummerzy używają różnych grubości i ciężaru pałek stosownie do sytuacji. Moje pałki są bardzo uniwersalne i mogę je używać w różnego rodzaju sytuacjach estradowych – czasami skrajnie różnych.

Co powiedziałabyś naszym czytelnikom – młodym perkusistom? Czy masz dla nich jakieś wskazówki, porady?

Powiedziałabym – słuchajcie dużo muzyki, bo najtrudniej jest grać muzycznie. Dobrze jest też zapoznać się z jakimś innym instrumentem – na przykład gitarą czy pianinem. Perkusista powinien, nawet jeśli nie znać szczegółów o harmonii, to przynajmniej słyszeć, jak ona przebiega, to umożliwi szybsze uczenie się form granych utworów oraz ułatwi wkomponowanie bębnienia w kontekst całej muzycznej struktury zespołu. Polecam nauczenie się prostych form muzycznych: 12-taktowego bluesa, potem formy rhythm changes, następnie bardziej skomplikowanych form. Granie równolegle z nagraniami jest nieocenione – przede wszystkim dlatego, że nie możesz grać zbyt głośno i tym samym uczysz się samokontroli. Ponadto uczcie się przez wyciąganie ulubionych dźwięków z dobrych nagrań waszych idoli. To wspaniała przygoda. Oczywiście ćwiczcie indywidualnie na samych bębnach.

Jesteś perkusistką twórcza, komponującą, liderką własnych zespołów. Powiedz nam proszę, w jakie projekty jesteś obecnie zaangażowana?

Gram u Lenny`ego Kravitz`a, następnie mam kilka wersji swoich zespołów w różnych obsadach. Kwartet z gitarą, basem i saksofonem, trio z gitarą i basem, następny kwartet z gitarą, keyboardami i basem. Z tymi dwoma ostatnimi zespołami ostatnio zrobiłam nagrania, które ukażą się na rynku w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, a z pierwszym nagranie planujemy wkrótce. Poza tym robię różne rzeczy jako freelancing musician, czy też jako sideman. Lubię ten miks.

OK., Cindy, chciałbym na koniec powiedzieć, że miło było cię spotkać, usłyszeć i porozmawiać. Dzięki i do widzenia

Dzięki, trzymaj się.

wywiad pochodzi z TopDrummera- wydanie kwiecień-maj 2007