Wywiad z Virgilem Donatim

Rozmawiał Grzegorz Krawczyk



Z Virgilem Donatim spotkałem się przed jego występem z zespołem DEVIL’S SLIPSHOT w krakowskim klubie Studio.


Grzegorz Krawczyk, TG: Witam w Polsce, witam w Krakowie.

Virgil Donati: Witam!

W Krakowie jesteś po raz drugi?

Tak.

Czy udało Ci się coś zwiedzić oprócz sceny, na której grasz?

O taak! Ostatnim razem, gdy graliśmy koncert z Planet X, miałem okazję pospacerować po mieście, które mnie zafascynowało.

Czy to dlatego właśnie Kraków stał się miejscem, które odwiedzacie podczas drugiej europejskiej trasy DEVIL’S SLIPSHOT?

Właściwie to nie mamy wpływu gdzie, w którym mieście, będziemy grać. Mamy od tego managera, który ustala całą trasę. On się o to troszczy. Nie ma takiej sytuacji, że siadamy przed trasą i ustalamy, że zagramy tu czy tu.

Jest to druga trasa DEVIL’S SLIPSHOT, pierwsza – jak wiem – odniosła wielki sukces…

Tak.

Jak się czujesz podczas tej trasy?

O, świetnie, ponieważ podczas ostatniej trasy nie mieliśmy płyty, a teraz gramy materiał, który znajduję się na płycie DEVIL’S SLIPSHOT.

Czy mógłbyś coś powiedzieć o albumie „Clinphobia”? Co było jej inspiracją?

Gdy skończyliśmy poprzednią trasę, okazało się, że zebraliśmy już razem tyle doświadczenia, że materiał należałoby nagrać przed następną trasą, więc zaczęliśmy tworzyć muzykę. Każdy, kto gra w tym zespole, jest świetnym muzykiem, ale nie chcieliśmy stworzyć zwykłego trio, które będzie grało skomplikowaną muzykę. Dlatego stworzyliśmy numery tak, żeby nie były ani zbyt skomplikowane, ani zbyt proste. Umieściliśmy na tej płycie mocny rockowy groove.

A w jaki sposób powstawały numery?

Byliśmy bardzo zajęci. Nie mogliśmy się razem spotykać, myśleć nad numerami, dlatego większość tych, które znalazły się na tej płycie, napisałem w dwójkę z Tony’m. Podczas tegorocznej trasy we Francji spędziliśmy sporo czasu w pokojowych hotelach pracując nad numerami. W trakcie przerwy wróciłem do swojego domu w Los Angeles i nagrałem swoją partię. Każdy z nas nagrywał partię oddzielnie, a potem połączyliśmy w studio i powstała jedna całość…

Każdy z Was nagrywał ją oddzielnie?

Oczywiście – teraz powstaje większość produkcji.

A czy mieliście okazję spotkać się razem przed trasa i przygotować do niej?

Nie, każdy z nas przygotowywał się oddzielnie.

Teraz pytanie trochę z innej beczki. Jak wygląda Twój dzień jak jesteś w domu?

Mnóstwo czasu spędzam przy moim zestawie. Staram się dużo komponować, grać na pianinie, na którym wymyślam numery. Cały czas staram się rozwijać jako perkusista. Jeśli nie mam zbyt wielu czasu na ćwiczenie, to choć chwilę chce przeznaczyć dla bębnów.

A jeśli jesteś w trasie – ćwiczysz?

Nie, nie ćwiczę. Gram tylko podczas próby dźwięku i na koncercie. Jeżeli uwiniemy się z próbą przed czasem i tego czasu trochę zostanie, to chłopaki idą na obiad, a ja zostaję i wtedy coś gram. Trudno jest też ćwiczyć podczas trasy z tego względu, że koncerty są bardzo intensywne i wyczerpujące.

Czy masz jakieś ulubione ćwiczenia?

Obecnie ćwiczę w inny sposób niż dawniej, ćwiczę inne rzeczy niż Ty, niż chłopaki, którzy zaczynają grać. Teraz ćwiczenia skierowane są pod konkretnym adresem, np. „czego w danym momencie potrzebujesz”… Jeżeli musisz wrócić i poćwiczyć podstawy, to siadasz i ćwiczysz podstawy, swój uchwyt, swoją technikę, rudymenty, technikę nóg.

Niegdyś bardzo dużo ćwiczyłem polirytmiczne ćwiczenia, różne partie rytmów, ćwiczyłem także swoją technikę stóp. Obecnie nie poświęcam wiele czasu na ćwiczenie swojej techniki.

Lewą ręką grasz Traditional Gripem. Z tego, co powiedział mi Dom Famularo, jest to najsłabszy uchwyt (grip), bo wykorzystuje tylko cztery mięśnie, jeśli chodzi o matched grip w ustawieniu francuskim, to wykorzystuje sześć mięśni, amerykańskim osiem-dziewięć, a w niemieckim około czternastu. Powiedz mi, w jaki sposób ćwiczyłeś swoją lewą rękę, że grasz bardzo głośno, a zarazem swobodnie?

Tak naprawdę, to nigdy nie wiedziałem, w jaki sposób doradzać innym, jakim uchwytem mają grać – czy traditional, czy matched. Gram tym uchwytem (grip’em) całe życie i tylko ja wiem, ile pracy mnie to kosztowało, żeby doprowadzić swoja technikę do tego punktu, w którym jest dzisiaj. Cały czas pracowałem nad tym, żeby rozwijać swobodę i dynamikę w lewej ręce i w związku z tym niekoniecznie polecał był ten grip osobom, które zaczynają grać. Zapewne, jakbym teraz zaczynał grać na bębnach, grałbym Matched Grip’em.

Na koniec chciałbym Ci przekazać najnowszy magazyn Top Drummer. Co o nim myślisz?

No cóż, wiele nie rozumiem (śmiech), ale z tego co widzę, to bardzo dobrze się prezentuje, zawiera bardzo ładne zdjęcia, wywiady, testy bębnów, workshop’y. Hmm, myślę, że jest to jeden z lepszym magazynów na świecie i bardzo dobrze będzie wyglądała w nim kolumna o mnie (śmiech).

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Dziękuję również, było miło. Pozdrawiam wszystkich czytelników magazynu Top Drummer.

wywiad pochodzi z TopDrummera z grudnia 2007