TopAccents: Adam Czerwiński

Jacek Pelc, TD: Czego słuchałbyś samotnie na bezludnej wyspie?
Adam Czerwiński: Słuchałbym szumu fal morskich, śpiewu ptaków, wiatru w koronach palm…

Twoje pierwsze bębny?

Moje pierwsze bębny to Polmuz przerobiony i uzdatniony (zmiana okleiny i inne zabiegi), pierwsze blachy to angielski Zyn.

W jaki sposób udało ci się zarobić pierwsze pieniądze jako perkusista?
Kiedy miałem czternascie lat, zastąpilem perkusistę w zespole grającym na weselach. Zarobiłem kupę kasy!

Jakie są źródła Twojej inspiracji, co o nich decyduje?
Źródeł mojej inspiracji mógłbym wymienić wiele. Od Jimmy’ego Hendrixa, LED ZEPPELIN, CREAM i DEEP PURPLE, w latach wczesnej młodości, poprzez fascynację muzyką gospel, kiedy miałem ok 15 lat. Później zaczęła się moja przygoda z†jazzem. Na początku Steve Gadd, Billy Cobham. Potem zacząłem odkrywać klasyków – Buddy Rich, Philly Joe Jones, Elvin Jones, Al Foster. Dziś słucham różnych gatunków muzyki. Staram się czerpać z†każdego stylu. Również z†muzyki klasycznej.

Kiedy siedzisz na estradzie, to w jakiej muzyce, w jakim muzycznym otoczeniu czujesz się za bębnami najlepiej?

Oczywiście w jazzie. Lubię otwarte formy. Trio – czy to z gitarą czy z†fortepianem, czy saksofonem. Daje to wielkie możliwości kreacji muzyki. Równie fascynujące jest też granie w wielkich składach, takich jak bigband czy orkiestra symfoniczna.

Używasz słuchawek, stoperów? Jak ustawiasz odsłuch, czy grasz z klikiem, sekwencerem…?
Stoperów używam tylko do ćwiczenia. Na scenie preferuję w miarę możliwości bliskie ustawienie tak, żebym nie musiał korzystać z odsłuchów. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe.

Jak ćwiczysz na bębnach? Czy używasz treningowego padu?
Staram się ćwiczyć najpierw na werblu lub padzie. Rytuał i elementarz, czyli rudimenty. Później na calym zestawie. Czasem korzystam z różnych szkół na bębny. Wszędzie można znaleźć coś ciekawego i inpirującego.

Z czego składa się Twój zestaw? Na jakich bębnach grasz, jakich talerzy używasz? Jakie są twoje perkusyjne dodatki?
Używam trzech zestawów bębnów. Slingerland z 1966 roku (20″, 12″, 14″) to klasyczny jazzowy set. Resurection Drums to bębny małej manufaktury z Florydy (18″, 10″, 12″, 14″) – bardzo uniwersalny zestaw nadający się do każdego rodzaju muzyki. Wreszcie Mapex Saturn Pro (20″, 10″, 12″, 14″, 16″) – zdecydowanie do muzyki mocniejszej.

Jeśli chodzi o hardware, to używam tego oryginalnego przy bębnach Mapex, natomiast do pozostałych – DW z†serii 5000. Używam też kilku różnych werbli, w zależności od potrzeb. Jednym z ciekawszych jest Taye Wood Hoop Solid Maple Shell 14″x 7″, kolejny to Slingerland RadioKing z 1940 roku w rozmiarze 14″x5,5″, wykonany z jednego kawałka drewna. Niezły jest też metalowy Gretsch 14″x5,5″ oraz Ludwig Supersonic 14″x6″ z 1965 roku. Mam też kilka werbli Mapex z serii Black Panther, 10″x5″, 12″x7″, 13″x5,5″. Talerze? No cóż, jestem endorserem firmy Sabian i takich blach używam. Używam następujących talerzy w różnych konfiguracjach: hi-haty to HHX 14″, Manhattan 14″ oraz Siganture Series Jack de Johnette Encore 14″. Blachy Crash: HHX Evolution Ozone 16″, Hand Hammered 16″. Ride – ręcznie kuty Vintage Ride 21″, Jack DeJohnette Signature Encore Ride 20″, Vault Artisan Light Ride 20″, Vault Artisan Light Ride 22″, HHX Legacy Heavy Ride 22″, HHX Chinese 20″, Ed Tigpen Signature Flat Ride 18”.

Opowiedz o projektach, w których uczestniczysz. Czy tworzysz własne, autorskie projekty?
Oprócz uczestnctwa w projektach Jarka Śmietany, realizuję sporo własnych pomysłów. Nagrałem dotąd dwie autorskie płyty. Obie zrealizowane zostały w Los Angeles z udziałem najwybitniejszych muzyków, miedzy innymi Larry’ego Goldingsa, Bennie Maupina, Larry’ego Koonsea i Darka Oleszkiewicza. Sporo nagrywam też jako sideman, w tej roli współtworzyłem ponad 50 płyt.

Prowadzę również warsztaty muzyczne w Gdańsku. Poza tym, dla oderwania się od rzeczywistości, od trzynastu lat organizuję festiwal „Jazz w Lesie“.

Jakie było najważniejsze wydarzenie w twojej karierze?
Mógłbym wymieniać bez końca (oczywiście te pozytywne), może więc wspomnę jedno, bardzo ciekawe. Otóż kilkanaście lat temu zostałem zaproszony do udziału w trasie koncertowej jednego z†najwybitniejszych trębaczy, niestety nie żyjącego już wielkiego Arta Farmera. Zagraliśmy jedną próbę, ale wywarła ona na mnie piorunujące wrażenie. Art przyniósł nuty utworów, które chciał grać i w czasie próby zwracał uwagę na najdrobniejsze szczegóły! Każde tremolo, akcent, dynamika wstępy, zakończenia… Zwracając mi uwagę, zawsze popierał ją przykładem typu: Pamiętasz, jak zagrał to Art Blakie? Poczułem, że to jest moja życiowa lekcja „u źródeł“! Było ciężko, ale po próbie Art był bardzo zadowolony. Graliśmy potem wielokrotnie, nigdy już nie próbując, tylko rozmawiając o muzyce. Dowiedziałem się też już po jego śmierci, że byłem jego ulubionym bębniarzem…

Porada dla młodych perkusistów, naszych czytelników…
Nie naparzajcie godzinami w bębny powtarzając patenty typu „im szybciej, tym lepiej“… Zamiast tego posłuchajcie czegoś fajnego, no i oczywiście grajcie na jakimś innym instrumencie! To podstawa. Trzeba mieć pojęcie o harmonii! Bez tego granie na bębnach pozostanie tylko bębnieniem! Minusy?! Nieeeee! Same plusy!